STORCZYKI MAŁGORZATY GARBARCZYK – NOCKOWSKIEJ

– członka Oddziału Warszawskiego PTMS


Moja kolekcja i przygoda ze storczykami
Moja przygoda ze storczykami zaczęła się jak w większości przypadków dość banalnie. Ok 10 lat temu dostałam pierwszego storczyka na urodziny, następnego na parapetówkę i tak sobie wegetowaliśmy w udanej (jak myślałam) symbiozie. Zawsze „miałam rękę do roślin”. Znajomi zachwycali się krotonami, dracenami i fikusami – ja ze swojej strony nic szczególnego nie robiłam. Lałam wodę z kranu, nawóz był od święta a „zielsko” rosło jak mlecz na wiosnę.

Storczyki zamieszkały z resztą towarzystwa – dostały piękne, duże, ceramiczne doniczki oraz specjalne podłoże (takie  paskudne z kulkami styropianowymi- może niektórzy pamiętają). Podlewane jak reszta roślin rosły, kwitły w najlepsze i wyglądały na całkiem zadowolone. No może miały trochę lepiej – początkowo miałam specjalną butelkę z kranówką z dodatkiem nawozu do storczyków, pamiętałam również radę „starej góralki” żeby odlewać wodę, która przeleci przez doniczkę tak by rośliny nie stały w wodzie. Odkryłam, że nawóz jest jednak przydatny gdy zorientowałam się, że moje bezproblemowe jak do tej pory storczyki nie kwitną od dwóch lat. Kupiłam nawóz i przy okazji kolejną roślinkę – Phalaenopsis białą w bordowe ciapki. W tym czasie internet już trafił pod moją strzechę i postanowiłam się doedukować skoro nabyłam taką piękną nowość. Okazało się, że stron storczykowych jest mnóstwo i kilka dość fachowych forów. Przeczytałam  w kilka dni fora do czterech lat wstecz (swoją drogą to ciekawe gdzie był wtedy mój 2 letni syn?). Czytałam wszystko co miało namiastkę wiedzy. Po kilku dniach miałam bałagan w głowie, świadomość że wszystko do tej pory robiłam źle (moja „ręka do roślin” ochroniła te biedne Phalaenopsis od zagłady) oraz zaawansowaną „storczykozę”. Potem poszło już z górki. Dowiedziałam się, że w Warszawie inne storczyki niż Phalaenopsis bywają u Tomaszewskiego. Wyciągnęłam całą rodzinę – wpadłam między półki ze storczykami i zgłupiałam. Były owszem bardzo różne i bardzo piękne ale nie takie jak miałam na liście. Nic nie wiedziałam o Cymbidium i Paphiopedilum. Wygrzebałam jakąś hybrydę z rodzaju Cattleya (nie wiedziałam co to jest hybryda ale na fiszce było Cattleya) i „Cambrie”. I to był początek mojej skromnej kolekcji.

Cattleya żyje do dziś, rozrosła  się niemiłosiernie, „Cambria” padła jeszcze tego samego roku. Z moich trzech pierwszych Phalaenopsis przeżył jeden – pozostałe ukatrupiła jakaś choroba (podejrzewałam fytoftorozę). Aktualnie wszystkie krotony i inne „niestorczyki” dostały nakaz eksmisji. Część wylądowało u znajomych, część w pracy a niektóre na klatce. Storczyków mam ok. 60 szt. – od kilku lat staram się dobierać rośliny pod kątem ich wymagań oraz rozmiarów. Kupuję przeważnie oznaczone hybrydy lub storczyki botaniczne. Mam sporo „wandowatych”, botanicznych Phalaenopsis, trochę „śpiochów” a ostatnio urzekły mnie storczyki z rodzaju Cattleya. Wiele roślin nie przetrwało. Czasem nawet nie wiem dlaczego, czasem się domyślałam. Niewątpliwie warunki „blokowe” nie są najbardziej optymalne dla większości storczyków. Mimo to nie poddaję się – cały czas walczę z Cymbidium kupionym po kwitnieniu w zimie 5 lat temu – nadal nie wiem jaki ma kolor kwiatów – wiadomo dlaczego. Dendrobium też „mnie nie lubią” ale ja lubię Dendrobium i dręczę je nieustająco. Mam już w domu akwarium z doświetlaniem i „przedszkolakami” czyli roślinkami ze słoików lub keikami mojego chowu. Na oknach w sezonie  letnim „gustowne” zazdrostki (cieniowanie), na balkonie stanowiska na ścianie dla zimnolubów i szklarenka (foliowa – za 40 zł.) dla pozostałych. Ostatnio również zainteresowałam się hydroponiką w uprawie storczyków i po pół rocznej obserwacji jestem bardzo zadowolona z efektów (podziękowania dla Agnieszki i Marka).

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że wreszcie nawiązałam znajomości z osobami podobnie zakręconymi. 1,5 roku temu udało się założyć Warszawski Oddział PTMS i nareszcie mogę z się spotkać i porozmawiać o mojej pasji nie musząc tłumaczyć, że storczyki nie dzielą się na białe i różowe. Wymiana doświadczeń (roślin też) jest bezcenna. Wspólnie jeździmy na wystawy, doradzamy sobie a czasem żartujemy (nasza przewodnicząca lubi katleje w kolorach „majtkowych” – musiałam to napisać). Uczę się cały czas o storczykach i nie tylko. Staram się robić coraz lepsze zdjęcia (też trzeba poczytać), ostatnio wierciliśmy otwory w ceramicznych doniczkach bo zamarzyły mi się takie do Cattleya, doświetlanie, wilgotność, nawożenie – tematy rzeka. Jeszcze długa droga przede mną a na razie cieszę się z każdego korzenia, listka i kwitnienia.



Dendrobium aggregatum


Phalaenopsis cornu-cervi


Phalaenopsis tetraspis


Potinara
Burana Beauty


Rhynchorides Bangkok Sunse


Vanda cristata

Tekst i fotografie: Małgorzata Garbarczyk – Nockowska