STORCZYKI  ZYGMUNTA  SZREDERA
Członka Oddziału Pomorskiego PTMS

Zygmunt Szreder w swojej oranżerii

 

            Kolekcjonowanie storczyków stanowiło dla mnie odskocznię od stresów pracy zawodowej, gdyż potrzebowałem wyciszenia. Storczyki natomiast rosną zarówno „cicho”, jak i wolno. Cierpliwie należy oczekiwać efektów w postaci nowych pędów, jak i kwiatów. Tego rodzaju podejście do tematu okazało się dla mnie zbawienne w skutkach, było bowiem relaksem psychicznym.
W 1996 roku wraz z rodziną zamieszkałem w „bliźniaku”, który miał od strony południowej spory, aż 15 – metrowy taras. Wykorzystałem go pod budowę oranżerii. Konstrukcja składała się z okien, w tym oszklonego również dachu. Aby móc hodować storczyki na większą skalę zdecydowałem się na montaż żaluzji wewnętrznych, a następnie rolet zewnętrznych. Dopiero dzięki tym ostatnim udało mi się osiągnąć pożądaną temperaturę, a więc poniżej 30 stopni Celsjusza przy maksymalnym nasłonecznieniu obiektu. Zimą w celu dogrzania pomieszczenia (temperatura powyżej 14 stopni Celsjusza) zamontowałem grzejnik c.o. W okresie mrozów działał dodatkowo grzejnik elektryczny. Ponadto używałem dmuchawki elektrycznej, włączanej automatycznie elektrostatem. Było to o tyle problematyczne, że źle wpływało na poziom wilgotności powietrza, a więc i na same storczyki w ujęciu długofalowym (przy takim ogrzewaniu poziom wilgotności spadał do 40%). Aby zniwelować ten problem niezbędne okazały się ultradźwiękowe nawilżacze, włączane automatycznie przez hydrostaty, które jak się okazało później, tylko częściowo poprawiły sytuację. Dopiero w 2010 roku opanowałem tę patową sytuację, poprzez system dużych kuwet umieszczonych na stołach z grzałkami linkowymi na dnie (grzałki stosowane w terariach). Kuwety wypełnione były 3-centymetrową warstwą białego gryzu i wodą, co spowodowało że parująca woda stworzyła wilgotną aurę powyżej 70 %. W ten sposób odnotowałem hodowlany sukces. Moje storczyki przestały obumierać. Zaczęły się właściwie rozwijać i kwitnąć. Na wspomniany sukces złożyło się ponadto zamontowanie wentylatora i właściwego oświetlenia, które w miesiącach zimowych umożliwiło przedłużenie pożądanego naświetlenia do 12 godzin.
Moje zamiłowanie do storczyków sięga lat 90-tych., w którym to okresie nabycie w Polsce roślin było utrudnione z powodu braku importerów. Pierwszy storczyk (duże Cymbidium), który udało mi się kupić pochodził z ogrodnictwa w Starogardzie Gdańskim. Miało to miejsce w 1997 roku. Kolejne storczyki nabyłem w Starachowicach w 1998 roku (u ogrodniczki, której nazwiska nie pamiętam), z czego do dzisiaj pozostała mi Cattleya guttata, Blc. Blanche Ferries i Coelogyne cristata. W 2000 roku odwiedziłem profesjonalną hodowlę storczyków w Berlinie, która zainspirowała mnie do poszerzenia własnej kolekcji, a więc zakupu kolejnych gatunków roślin. Dalsze zakupy w ilości około 100 roślin, możliwe były w pobliskim Wejherowie, gdzie rozpoczęło działalność Orchidarium. Aktualnie kolekcja moja obejmuje około 160 storczyków, które z powodzeniem mieści moja oranżeria. Pomocny dla mojej hodowli okazał się także ogród, do którego wystawiam większość roślin wtedy, kiedy temperatura nocą sięga powyżej 14 stopni Celsjusza (w warunkach nadmorskich – 600 metrów od morza) W orchidarium pozostawiam jedynie młode egzemplarze. Około 3 miesięcy w ogrodzie to dla moich storczyków prawdziwe wakacje i pełna regeneracja.
Moja obecna kolekcja składa się z wielu rodzajów storczyków, a szczególnie wdzięcznie rozwijają się u mnie Cattleye, których posiadam 9 gatunków. Przy zakupach nastawiony jestem na większe storczyki ze względu na objętość mojej oranżerii, w której je po prostu lepiej widać. Do największych i najstarszych roślin mojej kolekcji należą: Ansellia africana z roku 2003 (kwitnie co roku na półtorametrowych pędach), Brassia rex (2006) – (potężna roślina, która jeszcze nie zakwitła, choć nie wiem dlaczego…), Cattleya guttata z 1998 (kwitnie co roku, dwukrotnie), Oncidium sphacelatum z 2003- (zakwitła po raz pierwszy dopiero w tym roku na trzech dwumetrowych pędach), Epidendrum parkinsonianum z 2005 – (pięknie kwitnie, dwukrotnie w roku), Brassocattleya Mai Kai z 2006 – (kwitnie co roku), Dendrobium chryzotoxum z 2004 – (kwitnie co roku), Ludisia discolor z 2000 (odnawiana kwitnienie co trzy lata).
Metodą przysłowiowych prób i błędów, osiągnąłem prawdopodobnie optymalne warunki hodowli w ramach mojej oranżerii.



Brassocattleya Maikai


Brassocattleya Maikai


Dendrobium atroviolaceum x eximium


Dendrobium chrysotoxum


Epidendrum parkinsonianum


Epidendrum parkinsonianum


Oncidium sphacelatum


Paphiopedilum
Hybryda amerykańska

Tekst i fotografie: Zygmunt Szreder